Zwiastun Lioness podrzucił mi w swej mądrości algorytm YouTube. W tym zwiastunie Zoe Saldaña dziarsko opierdalała jakichś żołnierzy. Było to na tyle dobre, że wzbudziło moje zainteresowanie, więc serial zapisałem sobie do obejrzenia w mniej lub bardziej bliskim terminie. Teraz trochę żałuję, że wybrałem ten mniej bliski.

Lioness to nazwa programu CIA, którym dowodzi Joe (Saldaña). Jego celem jest zwerbowanie i przeszkolenie agentki, dzięki której będzie możliwe zbliżenie się do wybranego celu (czytaj: do bardzo złej osoby) i jego wyeliminowanie. Taka szara strefa, o której mało kto wie i której istnienia wszyscy się wyprą w razie czego. Joe jest też żoną i matką, której życie rodzinne nie układa się najlepiej — ścieżka kariery raczej w tym nie pomaga. Niby to nic nadzwyczajnie nowego, ale serial zgrabnie żongluje pomiędzy życiem osobistym bohaterów, działaniem agencji wywiadowczych i ich agendą oraz soczystą akcją. Właśnie to — zwłaszcza część osobista — przyciągnęło mnie do Lioness i sprawiło, że serial wręcz pochłonąłem. Przynajmniej jeśli chodzi o pierwszy sezon, ponieważ drugi skupia się bardziej na knuciu i strzelaninach — plus większość postaci zachowuje się, jakby miała stan permanentnego wkurwu. Na szczęście jakościowo jest nadal dobrze, więc jakoś przebolałem te zmiany.
Nie mam też zastrzeżeń — w większości przypadków — do obsady. Zoe Saldaña jest świetna. Nicole Kidman (gdy już przyzwyczaiłem się do statyczności jej twarzy) również daje radę. Nawet Morgan Freeman wydaje się być całkiem rześki i zadowolony z tego, w czym gra. Nie mogłem się jedynie przekonać do grającej Cruz — zwerbowaną w pierwszym sezonie Lwicę — Laysli de Oliveiry. Nie wiem, dlaczego, po prostu odstawała od reszty i nie pasowała do roli, na szczęście nie na tyle, by położyć serial. Zresztą to mały zgrzyt i przy tylu dobrych postaciach nie przeszkadzał mi tak bardzo.

Lioness to dobry, solidny serial. Widać w nim dobry scenariusz, spory budżet i zaangażowanie. Osobiste problemy Joe potrafią chwycić za serce, planowanie operacyjne wydaje się całkiem sensowne, a ich realizacja cieszy oko. Nie mi oceniać, na ile realne są sceny akcji, ale na moje oko bliżej im do rzeczywistości niż do Rambo czy Commando. Nie jestem tylko przekonany, czy chcę trzeci sezon. Z jednej strony podobało mi się zakończenie drugiego sezonu i wydawało mi się dobrym zamknięciem dla serialu. Z drugiej strony mam jakiś niedosyt i chętnie zobaczę, jak twórcy pociągną pewne wątki. A jeśli utrzymają dotychczasowy poziom — dla mnie bomba.
